- Richardem ja nie wiem czy tutaj wszystkie jego skille wypisali, ale w wordzie to jest 1a4. Innych bohaterów pominę, bo on jest sztandarowym przykładem.
Trudno, by przez kilkanaście tomów bohater dalej pozostał zwykłym leśniczym, posiadającym unikalny dar, i nie rozwinąć się przez ten czas.
Poza tym większość umiejek wymienionych na Wiki to nic innego jak efekt dobrego wykorzystania daru magicznego, a nie otrzymania nowej, jak to zasugerowałeś.
- Logika nie jest najmocniejszym punktem książki.
Nie zgodzę się, powiedziałabym, że autor wręcz przykłada wagę do tego, by dane czynności, właściwości, moc i takie tam, miały odpowiedni punkt, do którego można się odwołać. Dla mnie to ogromna zaleta, że nic tam nie bierze się z niczego, a zawsze jakiś wątek łączy się z innym w sensowny sposób.
- Realistyka także na bardzo wątpliwym poziomie np. zwiad liczący 10.000 wojska... względnie armia dzieciaków pokonująca zaprawionych w bojach, zawodowych maruderów. Kwestie wojskowe jako całokształt leżą, kwiczą, broczą krwią i donośnie stękają między przerwami. Działalność autora w tym względzie to znęcanie się przychiczne nad czytelnikiem. Ciągle zaskakuje nowym absurdem i głupotą, która przebija poprzednią swoją innowacyjnością.
Motywu ze zwiadem nie pamiętam, ale drugi motyw już na pewno. I nie zgodzę się, w końcu cała sytuacja nie opierała się na pokonaniu, tylko rozbiciu wojska. Goodkind nie na darmo potruł ich wszystkich, wybrał noc na atak i wykorzystał Spowiedniczkę, jako główną atrakcję tego fortelu.

Poza tym niewiele było samych kwestii typowo wojskowych, pewnie nawet policzyłoby się je na palcach jednej ręki.
- Każdy tom to jest streszczenie co najmniej trylogi, przez to akcja zostaje w perfidny sposób przyspieszona.
To jest problem, jak czyta się tom po tomie bez dłuższych odstępów czasowych, ale jeśli ktoś na bieżąco od wielu lat śledził serię, to nie widzę problemu, by w trakcie początkowej akcji przypomnieć mniej więcej o co w tym wszystkim chodziło.

Oczywiście nie uważam tej serii za ideał, w pewnym momencie nawet można dojść do wniosku, że ma się dość ciągłych przygód Richarda, idealistę na potęgę, ale jest w niej na pewno największa zaleta, która zawsze skłania mnie, by zaglądać do następnych tomów - nie nudzi się, nie wkurza po dłuższym czasie i dalej pozostaje tym ulubionym.
