Jak już większość zauważyła, prawie ze wszystkiego można wyciągnąć fabułę pod PBF. A gry komputerowe nadają się do tego idealnie. Na bazie gier nawet powstają systemy RPG (WoW się doczekał całkiem niezłego podręcznika) i odwrotnie - papierowe RPGi częstokroć były przenoszone na ekran komputera, właściwie to one dały początek komputerowym RPGom w ogóle.
Rzecz w tym, że niektóre scenariusze, czy to filmowe, czy komputerowe właśnie, są zbyt zamknięte, by się w nich długo bawić. Jednostrzałowa sesję da się zrobić ze wszystkiego. Całe forum poświęcone fabule zaczerpniętej z gry - już nie bardzo. Do tego nadają się tylko niektóre uniwersa, zdobne w białe plamy.
Taki Watchmen, Walkind Dead, Hellboy, Northlanders, Y, V for Vendetta, czy Maus to wspaniałe źródła, które fabularnie stanowią wymarzony materiał do pbfa...
Grałem raz sesję bazowaną na Watchmenach. Była rewelacyjna, ale tylko dzięki temu, że stanowiła jednorazową rozgrywkę. Klimat tego komiksu (i całkiem wiernego filmu) opiera się na zamknięciu kompozycji. Rozkładanie uniwersum na czynniki pierwsze nie miałoby szans. Watchmeni to przede wszystkim patrzenie fabularnie w przeszłość. W naszej jednostrzałówce akcja toczyła się jednocześnie w dwóch czasach - na emeryturze superbohaterów (czas właściwy) i w retrospekcjach (okres działalności bohaterów). retrospekcje wpływały na wydarzenia "teraźniejsze". Klimat bardzo ciężki, a nasi superbohaterowie okazali się tak naprawdę mocno zdegenerowanymi ludźmi w maskach, którzy na tytuł "bohaterów" bynajmniej nie zasłużyli.
Watchmeni jednak są zbyt hermetyczni, by dało się ich rozegrać kanonicznie. Siła ich scenariusza polega na oryginalności. Aby osiągnąć ten sam klimat, GM zdecydował się na zupełnie inne uniwersum (autorskie), innych bohaterów (wymyślonych przez graczy) i jedynie podobne założenia fabularne - grupa superheroes rozlicza się z przeszłością, by poradzić sobie z nowym zagrożeniem na emeryturze. PBFów takich jak V jak Vendetta za to sobie nie wyobrażam. Dzieło zbyt unikatowe.
Wracając do gier - czerpanie z nich to świetna okazja, by spróbować sił w PBFie kanonicznym. Przyznam, że granie kanonicznymi bohaterami zawsze sprawiało mi największą frajdę. Poza tym - to wygodne. Materiały niemal gotowe, świat przedstawiony zarysowany (albo nawet całkiem dopracowany), marka wyrobiona - nic tylko grać.
Minusem jest niewątpliwie zamknięcie się na pewną grupę docelową
PBFy zawsze się zamykają na grupę docelową. Rynek gier oferuje na tyle szeroki zbiór tytułów, że można to zawężenie ominąć. Gry komputerowe są popularniejsze niż PBFy. Potencjalnie ma się więcej graczy - nie dość, że się ściągnie PBFowców, to jeszcze być może fanów danej gry spoza środowiska PBF.
Uważam, że z żadnej serii (czy książkowej, czy gier, czy czegokolwiek innego), nie powinno brać się wszystkiego. Owszem, można stworzyć genialne, i przemyślane fora, bazując na realiach i świecie przedstawionym w takich dziełach, lecz ilekroć widzę fora, gdzie ludzie mają możliwość wcielania się w postacie kanoniczne, czy też za pośrednictwem npc'tów zdarzenia są odgrywane tak, jak na przedstawionej już gdzieś fabule, chce mi się śmiać.
Zupełnie nie rozumiem. Z czego śmiać? Uważam grę kanonicznym bohaterem za trudniejszą, ciekawszą i wymagającą lepszego wczucia się w postać, niż w przypadku bohatera autorskiego.
I jeszcze kwestia rozgrywki na gotową fabułę - co w tym dziwnego? Polecam rozegrać z dobrym mistrzem gry scenariusz Władcy Pierścieni dla dziewięciorga graczy. Aha, nie zapominajmy, ze trzeba też graczy, którzy w ogóle zrozumieją założenie takiej gry - odgrywanie bohatera, a nie błyszczenie za wszelką cenę. Bo chyba tylko taka postawa mogłaby przeszkadzać w rozegraniu gotowego scenariusza. Jako mistrz gry uważam, że moja drużyna doskonale wczuła się w klimat
Drużyny Pierścienia. I nawet Boromir przeżył
Nie raz i nie dwa grałem też w sesjach, w których wszyscy od początku znali zakończenie. Zabawa polegała na tym, by najciekawszym uczynić środek opowieści. Można powiedzieć, że to zwykły akcent na aspekt teatralny RPG. Mam za sobą co najmniej tuzin bohaterów kanonicznych: Skywalkera ze Star Wars, Raistlina Majere w Dragonlance, porucznik Ripley z Obcego, Vilgefortza z Roggeveen, bohaterów ze świata Marvela oraz DC, grałem nawet Vegetą z Dragonballa i Megatronem w Transformers (i były to świetne sesje, choć ta druga nieskończona). Nigdy się nie zawiodłem w zabawie kanonem. Raz uczestniczyłem w scenariuszu całkiem nowym, w którym kanoniczni bohaterowie się znaleźli, a innym razem krok w krok powtórzyłem znany scenariusz filmu/ksiązki/komiksu ze współgraczami. I nikt nie marudził, że zakończenie jest znane. Nie chodziło o to, by scenariusz nas zaskoczył. To my chcieliśmy zaskoczyć scenariusz

Z kanonu można robić crossovery (dwie podobne gry połączone w jedno multiversum, to jest coś!) A na sesjach autorskich różnie bywało, czasem kiepsko

Przy czym nie uważam, że sesje autorskie są gorsze. Są inne. Z fabuły jakiejś gry da się wyciągnąć mnóstwo dobrego i przystosować do własnego scenariusza, oderwanego od bohaterów kanonicznych, ale też można z niej wyciągnąć bohaterów kanonicznych i wymieszać z autorskimi. Nie mniej radzę spróbować kanonu. Gry sie do tego idealnie nadają. Wynik może was ciekawie zaskoczyć.

All Bette's stories have happy endings. That's because she knows where to stop. She's realized the real problem with stories - if you keep them going long enough, they always end in death.
Sandman #6: "24 Hours"