Literatura

Dział przeznaczony do dyskusji na tematy zupełnie niezwiązane z PBFami i RPG.

Postprzez Vespertilio » 1 wrz 2012, o 18:40

1. Zgadzam się, że postać statyczna byłaby nie ciekawa. Acz dynamizm jest tutaj przesadzony. Bardzo dobrze, że poruszyłeś jeden wątek. Mianowicie magia... o to najprostszy sposób, aby wytłymaczyć wszystkie absurdy. Za pomocą magii zwykły leśniczy potrafi łapać strzały w locie, nigdy nie pudłować strzelając z łuku a potem walczyć niczym najlepsi posiadacze miecza prawady etc. bardzo, ale i to bardzo wygodne... poza jest możliwe żeby ukształtować tak postać, aby nie trzeba było ciągle dodawać jej zdolności. Czy Geralt po 7 książkach stał się hymmm wielkim magiem, który pierdnięciem zniszczył Nilfgaard? Swojego czasu Martin bardzo ładnie przedstawił prawidłowe podejście do magi. Ona powinna byś smaczkiem a nie zastępować dosłownie wszystko... zresztą czy u samego Martina bohaterowie także dostają co tomy nowe uber skille? Także nie jest wcale trudno napisać coś dobrego.

2. Logika. Pierwszy tom. Spowiedniczka trafia do krainy Richarda gonią ją zabójcy. Ani Khalen ani assasini nigdy tam nie byli. Heroiczny leśniczy znając teren jak własną kieszeń pomaga uciec spowiedniczce. Finał akcji? Zostają otoczeni na wzgórzu przez zabójców. Moje pytanie: jak to możliwe? Tylko proszę mi nie pisać, że magia...

3. No tak Spowiednicza wcześniej wpadła do obozu i wraz ze swym koniem udało się zupełnie przypadko zabić połowę dowódców. A potem w czasie pościgu udało się zupełnie przypadko wystawić w pole a raczej skały oddział goniący. Naprawdę było ich mało? 2 a potem 5-6 tom mnie uraczyły nimi. Oczywście kilku milionowa armia Jaganga to także jest norma... ja się pytam: jak to w ogóle funkcjone? Ten zwiad był właśnie gdzieś przy opisie armii. No, ale co to jest 10.000 przy kilku milionach :D

4. A ja widziałem ten problem nawet po przeczytaniu jednego tomu np. smaczek z pierwszego. GK rozdzielił Zedda od Richarda i potem nie miał pomysłu jak ich ze sobą połączyć dlatego nasz heroiczny bohater rzucił epickim tekstem o Zeddzie i kolacji... na co Zedd wyszedł z krzaków i zjadł z nim kolacje Oo czy ogrom tej biedy jest widoczny? i wymaga komenatarza?
"Będziemy - jacy zechcemy
Byle wiedzieć nam - czego chcieć,
Lecz - nie wiemy - czego nie wiemy,
Więc nie mamy - co chcemy mieć."
Avatar użytkownika
Vespertilio
 
Posty: 21
Dołączył(a): 1 wrz 2012, o 05:10
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Kostucha » 4 wrz 2012, o 08:41

1. Przede wszystkim podani przez ciebie autorzy reprezentują inną politykę w swoich książkach i nie porównywałabym ich do siebie. Sapkowski użył Geralta jako już doświadczoną jednostkę, Martin to przedstawiciel low fantasy, nie high fantasy jak Goodkind, więc już z samej definicji wynika, iż przedstawiają inne podejście do magii. Ponadto cykl Miecza Prawdy to typowa historia "od zera do bohatera", a magia to główny motor tej historii. Nie wyobrażam sobie, by Goodkind nagle wyznawał zasadę Martina, ich zamierzenia nie pokrywają się ze sobą. :)
Twierdzisz także, że Richard po tych "nowych skillach" byłby niepokonany. Nieprawda, w większości przypadkach bohater używa jej instynktownie, nie jest wyszkolony, a autor wręcz pisze między wierszami, iż gdyby przyszło do konfrontacji z dawnymi magami wojny, to Richard miałby ciężką przeprawę, a ja jestem pewna, że musiałby nadrabiać stracone lata nauki. :)
Nie jest wszechpotężny, zaś umiejętności, które wymieniłeś jako przesadzone nie raz i nie dwa zostały obalone przez samego autora, który jasno pokazywał w niektórych starciach, że bohater nie jest niepokonany i jego też można zabić chociażby strzałą.

2. Jeżeli dobrze pamiętam, to te bojówki miały "nakaz", zaślepieni przez magię i takie tam; ignorowali zmęczenie i ból, podążając za Kahlan nawet nie musząc jej tropić. "Heroiczny leśniczy" w życiu nie byłby w stanie ich wyminąć, bo i tak, i tak by ich otoczyli.

3. Spowiedniczka była bodajże dzień wcześniej w tym samym obozie wybadać, co to za ludzie. Miała wiedzę wojskową, a więc doskonale wiedziała, na co zwracać uwagę i kogo trzeba by było utłuc w razie potrzeby. Ten nocny atak to było nic innego jak wypowiedzenie wojny, zrobienie rozgardiaszu i pozbycie się głównego generała, więc nic tu nie było przypadkowe.
Armia Jaganga i jego Imperialny Ład - od początku wiadomo było, że pochodzą z wielkiego imperium, którego powierzchnia była o wiele, wiele większa od Midlandów, D'Hary i Hartlandu razem wziętych. Może i liczby są przesadzone, ale biorąc pod uwagę politykę tego państwa - nie dziwi mnie to jakoś szczególnie.

4. Nie pamiętam konkretnie tej sytuacji, coś tam kojarzy mi się, ale nie na tyle, bym mogła w pełni odpowiedzieć na ten zarzut. :)
Osobiście zawsze mi się podobał fakt, że bohaterowie krążyli po krainach i najczęściej właśnie się rozmijali. :)


A żeby więcej nie śmiecić tematu, to dodam coś o innych książkach.
Zamiast skupić się na starych klasykach, których mam jeszcze trochę do nadrobienia, ostatnimi czasy zaczytuję się w nowych, dopiero zdobywających uznanie autorach jak chociażby: Brent Weeks (trylogia Nocnego Anioła, Czarny Pryzmat), Peter V. Brett (Malowany człowiek i cały ten cykl, którego nazwy dokładnej nie pamiętam), Cinda Williams Chima (Cykl Siedmiu Królestw) oraz Paul Hoffman (Lewa Ręka Boga). :)
Avatar użytkownika
Kostucha
 
Posty: 10
Dołączył(a): 27 sie 2012, o 08:37

Postprzez Vespertilio » 4 wrz 2012, o 16:51

1. Ja porównuję ich politykę, żeby ocenić która mi bardziej odpowiada. Zdecydowanie wolę sposób kreacji postaci Sapkowskiego czy Martina. Acz oni także potrafią stworzyć bohatera od zera np. Ciri albo Reynevan a pokazując jeszcze inne przykłady z literatury to wymienię choćby Drizzta czy Achaje. Każdy z tych bohaterów ma określony zakres zdolności w których się rozwija... ale nie są one aż tak szerokie i obszerne jak u Goodkinda, gdzie bohater potrafi dosłownie wszystko. Poza tym Goodkind to jest "dirty" fantasty a nie "high". Używając takiego określenia w tym momecie Tolkien się w grobie przewraca. On stowrzył wzorzec, który został - mówiąc dosadnie - splugawiony przez Goodkinda, jak wampir kingowy został zbałamucony przez autorkę Zmierzchu. Z nimi wszystko byłoby wporząku, gdyby kreowali swoje "dzieła" w konwencji groteski a nie chcieli tego robić na poważnie...
Tak, twierdzę, że Richard jest nie pokonany i zakończenia każdego tomu tylko potwierdzają moją teze. Autor pozornie może rzucać mu kłody pod nogi, ale ostatecznie i tak obydwoje wiemy, że Richard zabiłby starych magów a kłopoty jakie miałby po drodze byłby drobnymi niedogodnościami zakończonymi jakimś drewnianym monologiem. Richard w tym świecie to synonim słowa bóg.

2. Czyli wszystko tłumaczymy za pomocą magii...

3. No tak... jak zwykle przeciwnicy to banda idiotów albo nie... z półbogiem przecież walczyć nie sposób. Mnie bardzo rozczulił tekst Goodkinda, że pojedyńcza osoba nie ma szans w walce ze spowiedniczką, bo ona zawsze jakoś go dotkie, za to matką spowiedniczką nie mają żadnych szans nawet najbardziej doświadczeni generałwoie.
Chcesz powiedzieć, że nie widzisz żadnego zgrzytu w tym, że Khalen wjechała normalnie, jak gdyby nigdy nic do obozu wroga, zabiła iluś tam generałów i spokojnie sobie uciekła?
W pewnym momencie można się znieczulić na absurdy Goodkinda, ale mnie zawsze potrafił czymś nowym zaskoczyć. W każdym tomie. Ostatecznie dojechałem do 6 i powiedział dalej pass.

4. Wątek rozmijania byłby dobry, gdyby autor potrafił porządnie go domknąć. A pod koniec wyraźnie nie miał pomysłu jak to zrobić.
"Będziemy - jacy zechcemy
Byle wiedzieć nam - czego chcieć,
Lecz - nie wiemy - czego nie wiemy,
Więc nie mamy - co chcemy mieć."
Avatar użytkownika
Vespertilio
 
Posty: 21
Dołączył(a): 1 wrz 2012, o 05:10
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Kostucha » 4 wrz 2012, o 22:11

Skoro tak bardzo nie podobały ci się książki oraz wiało od nich absurdem, to jakim cudem doczytałeś do tego szóstego tomu? :lol:
Poza tym nie wiem czy warto jest przedłużać tę dyskusję, skoro nie czytasz moich postów ze zrozumieniem i za wszelką cenę próbujesz wmówić mi idiotyzm Goodkinda. Gdyby tak było, wiedziałbyś, by nie zwracać się do mnie w trybie męskim, ale pozwól, że cię uświadomię: jestem kobietą.
Możesz odbierać to jak chcesz, ja zwyczajnie pozwolę sobie przemilczeć twoje żenujące porównanie Goodkinda do Meyerowej oraz brak szacunku do autora, któremu udało się "ogłupić" miliony czytelników oraz utrzymywać się na rynku już od około dwudziestu lat.
Avatar użytkownika
Kostucha
 
Posty: 10
Dołączył(a): 27 sie 2012, o 08:37

Postprzez Piórko Feniksa » 4 wrz 2012, o 22:13

A więc kto wygrał w tej walce? :D
Piórko Feniksa
 

Postprzez Vespertilio » 5 wrz 2012, o 03:48

1. Cóż, a krytyka miała by sens gdybym nie przeczytał jego książek? Każda książka zwiększała zakres tego świata i dodawała nowe wątki. Dlatego przeczytałem, aż 6 tomów (; Tak dla świętego spokoju. A to czy, sięgnąłem po 6, czy 5 tomów a może 4 nie robi żadnej różnicy. Co więcej, świadczy jednie o tym, że mam podstawy, by merytorycznie krytykować. Na koniec dodam, iż lekko się czyta Goodkinda, ponieważ autor nie używa wysublimowanego języka. O wiele łatwiej przeczytać tom GD(dodam, że ma wiele zbędnych opisów) niż tom Sagi Husyckiej, gdzie język jest ambitniejszy, a o twórczości Umberto Eco już nie wspomnę.
2. A niby co takiego źle odczytałem w Twoich postach? Nic Ci nie wmawiam ino wyrażam swoją głęboką dezaprobatę dla radosnej twóczości Goodkinda.
3. No i? Argument bardzo merytoryczny. Dwa posty wcześniej, na początku wypowiedzi zwróciłem się do jaśnie szanownej panienki "per" pan. Mea culpa mea maxima culpa. A coś oprócz tego?
4. Brak szacunku? Ja nie piszę, że on jako osoba jest idiotą etc. tylko, że stworzył chłam. Mam nadzieję, że widać różnicę. Ba! Nawet uzasadniłem dlaczego, a Ty sensownie nie odparłaś takich zarzutów jak np. ?przegięcie? Richarda, drętwych dialogów/monologów, tłumaczenie wszystkiego za pomocą magii, dziwne i mało zrozumiałe akcje bohaterów np. Khalen, brak wyobraźni i być może wiedzy przy kwestiach wojskowych, złe kończenie akcji/wątków, czy schematyczność pisania. Także Twoje "za wszelką cene" jest nieco kulawe.
5. Argument, że utrzymuje się na rynku przez 20 lat i czytają go miliony jest słabym argumentem, bo na zasadzie analogii podam, że Meyerową także czyta sporo osób(śmiem twierdzić, że więcej niż Goodkinda - wszak jest film), co prawda tak długiego stażu nie ma... ale spokojnie można by powiedzieć, że jak tyle osób sięga po jej "dzieła" to chyba musi dobrze(ba!) ambitnie kreować! A dobrze wiemy, że tak nie jest... to że ileś set osób coś robi nie oznacza, że jest to właściwe, bo na tej zasadzie musiałbym mieć szacunek do twórczości (zpewne będzie bulwers) takiego Bibera... czy innych ikon pop kultury. Odrazu odpowiem co by nie było wątpliwości. Za grosz nie mam szacunku do tego co robią.

Chcesz pisać dalej? Proszę bardzo. Ja mogę polemizować. Nie chcesz, to nie. Jakoś przeżyję.
"Będziemy - jacy zechcemy
Byle wiedzieć nam - czego chcieć,
Lecz - nie wiemy - czego nie wiemy,
Więc nie mamy - co chcemy mieć."
Avatar użytkownika
Vespertilio
 
Posty: 21
Dołączył(a): 1 wrz 2012, o 05:10
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Mortarion » 6 wrz 2012, o 17:56

To ja może tak zmienię troszkę temacik...

Jonathan Maberry. Znacie? Czytaliście? Mam jego trylogię na półce, niedawno sobie odświeżyłem, bo fajne książeczki. Brutalny horror o małym miasteczku, gdzie lata temu doszło do serii morderstw - władze miasta wykorzystały to i zrobiły atrakcję turystyczną pod tytułem "najbardziej nawiedzone miasteczko Ameryki". Oczywiście żadnych duchów i wampirów tu nie ma, wszystko jest ukartowane na olbrzymi gabinet strachu i tak dalej. Wszystko się zmienia, kiedy do miasteczka przybywa zbiegły morderca i zaczyna siać zamęt - wtedy też pojawia się osoba odpowiedzialna za serię morderstw sprzed lat.

Blues duchów, Song umarłych, Wschód złego księżyca. Trzy książki, bardzo fajne, brutalne, z mnóstwem niezłych pomysłów i mnóstwem postaci.
Obrazek
Avatar użytkownika
Mortarion
Administrator
 
Posty: 1388
Dołączył(a): 13 sie 2012, o 07:31
Lokalizacja: R'lyeh

Postprzez Otorek » 19 wrz 2012, o 08:31

Obrazek

Skończył czytać "Helikopter w ogniu" Marka Bowdena, jednej z najlepszych książek po jakie sięgnął w życiu... Książkę czyta się jak powieść, co po kilkudziesięciu stronach zamienia się w przerażającą drogę do ostatnich stron. Świadomość, że wszystko w niej napisane jest bardzo dokładne, oparte na nagraniach video zarejestrowanych przez śmigłowce i samoloty, zarejestrowanych treści radiowych, dziesiątkach wywiadów z uczestnikami po obu stronach. Kompania Braci czy relacje z książki o Blackwater wydawały się dramatyczne, lecz te opisane tutaj są po prostu niewyobrażalne... Autor nie upiększa, nie używa patosu, narrator jest praktycznie niezauważalny. Książka pisana dla ludzi, którzy tam walczyli oraz rodzin tych, którzy polegli.
Wstrząsająca...
Obrazek
Avatar użytkownika
Otorek
 
Posty: 243
Dołączył(a): 22 lip 2012, o 14:55
Lokalizacja: Wrocław
Numer GG: 447116

Postprzez Wodniczka » 1 sty 2013, o 15:33

Aktualnie i przez wieki, i po wieki jestem, byłam, będę zafascynowana Markiem Hłasko.A ściślej jego tworami. Uwielbiam zarówno dłuższe jak i krótsze formy w jego wykonaniu. Dogłębnie w mą pamięć zapadł "Miesiąc Matki Boskiej" i "Brat czeka na końcu drogi" wgniata w fotel.
"Sowa córka piekarza" z drugiej strony trochę optymistyczniej,ale wciąż ten intrygujący, ciemny, hłaskowy klimat.
W ogóle jestem zagorzałą fanatyczką, krótkich form, jak ktoś pisze drabble,czy miniaturki możecie mi podsyłać <3
Avatar użytkownika
Wodniczka
 
Posty: 36
Dołączył(a): 1 sty 2013, o 15:06
Numer GG: 13794688

Postprzez Sygin » 28 mar 2013, o 01:52

Aktualnie czytam "Nieznane przygody Mikołajka". Mikołajek to jedyne dziecko, które lubię.
Obrazek
Avatar użytkownika
Sygin
 
Posty: 163
Dołączył(a): 12 paź 2012, o 18:46
Lokalizacja: pałac

Postprzez Chromy » 28 mar 2013, o 02:26

A ja jestem w trakcie "Niebezpiecznych związków" Markiza de Marteuil wymiata
Obrazek

- Czy administrator może się mylić?
Avatar użytkownika
Chromy
 
Posty: 117
Dołączył(a): 8 mar 2013, o 09:59

Postprzez Orsirium » 3 kwi 2013, o 12:44

Poraz drugi czytam książkę Jacka Komudy "Herezjarcha". Polecam dla tych, których nudzi już zwykła fantastyka w wymyślonym świecie.
Avatar użytkownika
Orsirium
 
Posty: 8
Dołączył(a): 3 kwi 2013, o 12:00
Numer GG: 32540388

Postprzez Chromy » 15 maja 2013, o 01:34

A już tak apropo takich historycznych powieści, to czytał ktoś może jakieś książki Karola Bunsha? Bo osobiście zacząłem, ale nie mogłem się przez nie przebić, choć trzeba przyznać, że pomysły ma bardzo ciekawe i obfite w historyczne kwiatki. Jednak nie jest to taka lekka literatura jak Komuda, ja na razie brałem na ząb, komu moze poszło to łatwiej?
Obrazek

- Czy administrator może się mylić?
Avatar użytkownika
Chromy
 
Posty: 117
Dołączył(a): 8 mar 2013, o 09:59

Poprzednia strona

Powrót do O wszystkim i niczym

cron