2008. Dokładnej daty nie pamiętam, ale wiem, że to był 2008 rok. Z powodu przedłużającej się absencji moich znajomych, którzy wyjechali w różne dziwne miejsca, postanowiłem poszukać czegoś w Internecie, co pozwoli mi zaspokoić głód RPGowy. I nie mam na myśli grania w Baldur's Gate czy Neverwinter Nights. Nie. Te gry, choć dobre i wciągające, nie były dla mnie. Nie tego szukałem. Chciałem znaleźć coś, co pozwoli mi poczuć się tak samo jak na godzinach sesji w świecie fantasy niczym w Warhammerze, czy w zniszczonym świecie jak w Neuroshimie.

Pierwszym miejscem, które odwiedziłem, był serwis Gadu-Gadu. Moja Generacja, czy jakoś tak, w każdym razie tam znalazłem miejsce będące odpowiednikiem karczmy z jakiegoś fantasy RPG. Wszystko fajnie i w ogóle, ludzi dość dużo, więc czym prędzej postanowiłem się wkręcić. Stworzyłem, jeśli mnie pamięć nie myli, barda z lutnią, wzorowanego na gitarzyście czy basiście z jakiegoś zespołu metalowego. I już wtedy widać było, że coś jest nie tak - większość "graczy" tworzyła super bohaterów, legendarnych wojowników i inne niszczycielskie potęgi, na tle których zwyczajny bard był... no dziwakiem. I nie tylko ja miałem takie wrażenie. Kilka osób odróżniało się bardzo mocno od reszty, więc czym prędzej opuścili karczmę, a wkrótce i ja to zrobiłem.

 Nie minęło zbyt wiele czasu, a znajoma, którą poznałem w tejże karczmie, rzuciła link do pewnego PBFa.

 

     Mazeville

Mój pierwszy "prawdziwy" PBF, który wspominam bardzo miło. Może to dlatego mam taki uraz do for, gdzie nie ma żadnej sensownej fabuły, a wszystko sprowadza się do zwykłego pieprzenia po kątach, ćpania i picia na umór. Cóż, bywa. Na Mazeville grałem jako mechanik alkoholik, który stoczył się w nałóg po tym, jak spowodował śmierć swojej ciężarnej żony. Wypadek samochodowy czy coś takiego, pamięć już nie ta i nie pamiętam zbyt dobrze. Postać jednak była bardzo charakterystyczna, bo facet miał chyba 40 czy 50 lat, pił co chwila z piersiówki i nie bał się uderzyć w twarz kobiety.

A samo forum? Szkocja, hotel pośród wzgórz. Goście idą na wycieczkę do jaskiń, gubią się i muszą przeżyć. Niby nic takiego, ale dla dobrze prowadzonych postaci to wystarczyło, by mieć niezapomniane godziny dobrej zabawy. Nie było tam zbyt wielu użytkowników, a i tak akcja szła do przodu cały czas. Liczyła się fabuła i to, co się dzieje z postaciami, a nie zwykłe relacje "ten kocha tą, a ta kocha tamtego, a tamten nienawidzi tego" czy pisanie o pogodzie. Była tematyka, ciągle się coś działo, nudy nie było żadnej. Wielka szkoda, że administracja zrezygnowała i opuściła forum, zostawiając graczy żądnych przygód na pastwę losu. Nic więc dziwnego, że forum padło bardzo szybko - kiedy nie było ludzi prowadzących rozgrywkę, nie było komu grać. Forum, zostawione bez opieki, szybko się wyludniło i umarło śmiercią naturalną. I na tym etapie moja przygoda z PBFami mogłaby się zakończyć, bo ekipa RPGowa ponownie się zebrała. Grupka ludzi, z którymi grałem średnio co drugi dzień, dawała mi mnóstwo zabawy i satysfakcji. Nic jednak nie trwa wiecznie i w końcu musieliśmy się rozstać, więc znów zostałem na głodzie.

Ponownie skierowałem swe kroki do Internetu, szukając jakiejś alternatywy. I chyba ją znalazłem - tak przynajmniej myślałem. Otóż trafiłem na RPGSeriale. Moloch, który już lata temu miał setki użytkowników i tysiące wypowiedzi, żyje do teraz i ma na koncie już ćwierć miliona postów. Tak, to prawdziwy weteran sceny PBFowej, jedyne znane mi forum, które żyje do tego czasu. Prawdę mówiąc, to wiele PBFów mogłoby się uczyć od RPGSeriale, bo jednak wiek i doświadczenie to coś, co z pewnością się liczy.

 

     Ale!

Niestety, chociaż grała na tym PBFie moja znajoma, to był to najzwyklejszy w świecie second life, gdzie wcielało się w postacie znane z seriali. Jako że w tamtym czasie byłem pod wpływem serialu House MD, oczywiście stworzyłem sobie postać takiego doktora. Jeśli jacyś starsi użytkownicy dalej grają, to pewnie kojarzą gburowatego, chamskiego i ćpającego lekarza, który alienował się od każdego i wyzywał wszystkich w szpitalu. Oraz, co gorsza, miałem wrażenie, że większość wątków kręci się wokół administracji. Nie przeszkadzało mi to jednak za bardzo, bo konsekwentnie odgrywałem postać Gregory'ego House'a, który miał wszystko głęboko w poważaniu.

Niedawno powróciłem na łono RPGSeriale. Chciałem sprawdzić, czy coś się zmieniło oraz czy w ogóle forum dalej istnieje. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ujrzałem ilość postów - ponad dwieście pięćdziesiąt tysięcy. Czym prędzej więc chciałem poczytać co się ciekawego dzieje i... nie mogłem tego zrobić. Forum było zamknięte dla gości. Ponoć mieli jakieś problemy z idiotami, którzy rejestrowali się tylko po to, by robić kłótnie, burdy i wyzywać wszystkich. Ok, rozumiem, popieram, chociaż zwykły ban na IP powinien wystarczyć. Ale to, co zrobiła administracja jest najzwyklejszą głupotą i totalnym brakiem rozsądku. Ktoś założył konto - usuwamy. Ktoś założył znowu, by wyjaśnić sytuację - usuwamy znowu. Ktoś zakłada po raz trzeci, tym razem nie usuwają (jeszcze), więc oczywiste jest zdenerwowanie. Pada pytanie "A chcesz tu grać?" i po chwili... konto zostaje usunięte. Litości! Czy tak się zachowują dojrzali ludzie? Czy ktoś normalny usuwa konto od razu po rejestracji, bez żadnego sensownego powodu, bez sprawdzenia nawet czy to jest ta sama osoba? Wielki minus. Bardzo wielki, bo chociaż miałem sentyment do RPGSeriale i całkiem miłe wspomnienia, to wszystko szlag trafił przez takie idiotyczne zachowanie. "Bo tu burdel robicie" to nie jest wyjaśnienie, o nie. Jeśli ktoś ma usunięte konto kilka razy pod rząd, a w tym czasie wysyła PW do administracji z wyjaśnieniem sytuacji, to nie da się zachować spokoju. Nawet święty by nie wytrzymał, a wszelkie próby wyjaśnienia tego tylko pogarszały sprawę. A wszystko dlatego, że kilka osób z Vision Lighthouse oraz playby.pl zarejestrowało się mniej więcej w tym samym czasie i zaczęło zadawać pytania o to, czy można grać dość kontrowersyjnymi, acz niezwykle ciekawymi i inspirującymi rozgrywkę postaciami. Co zrobiła administracja tego PBFa? Oczywiście wywaliła te konta w cholerę, bez podania przyczyny. Przyznaję - wina leżała też po stronie mojej i innych ludzi. Pojawiłem się na forum, zacząłem czytać tematy, ale nie mogłem się w nich odnaleźć ani doszukać odpowiednich informacji. Mając nadzieję na rozwój forum, bo ćwierć miliona postów to jednak z czegoś się musiało wziąć, zacząłem pytać o to, co się na forum dzieje. Ku mojemu rozczarowaniu okazało się, że najważniejsze wydarzenia to jakiś pożar, dwa włamania, kradzież i interwencja policji oraz wzmianka o tym, że są policjanci i lekarze. Ok... nawet z błahej rzeczy można wyciągnąć dużo, więc zacząłem czytać posty. Moje wrażenie? Wejdźcie na pierwszy lepszy czat czy poczytajcie rozmowę z przyjacielem na GG, to znajdziecie dłuższe i ciekawsze treści. Post na dwa-trzy zdania to kpina w żywe oczy, zwłaszcza dla forum, które jest chyba najstarszym istniejącym, dla forum-weterana takiego kalibru jak RPGSeriale. Jeśli kiedyś mogłem polecić tego PBFa jako doskonałe miejsce do rozpoczęcia zabawy w tym świecie, tak teraz odradzam. Unikajcie go jak tylko się da, bo nie dość, że absolutnie wszystko jest zablokowane dla gości, to jeszcze można się spotkać z pytaniami "będziesz tu grać?" i możliwością usunięcia konta bez szczególnego powodu. Smutne.

 

     Harwell

Kiedy natomiast opuściłem dawne RPGSeriale, natrafiłem na inny second life, chociaż może to niezbyt dobre określenie, bo tutaj była aktywna fabuła i coś się działo. Chodzi mi o Harwell, małe miasteczko gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Spędziłem tam chyba rok, grając i ciesząc się jak małe dziecko. I chociaż na pierwszy rzut oka Harwell nie różniło się niczym od RPGSeriale, wszystko było... inne. Lepsze. Ciekawsze. Coś się działo, gracze nie dyskutowali tylko o pogodzie i o tym z kim by się związać. Oczywiście grałem jako dr House, ten sam chamski ćpun, bo ciągle jarałem się serialem.

Co mi utkwiło w pamięci? Gwałt na jednej użytkowniczce. Pierwsza tego typu rzecz na PBFach z którą się zetknąłem. Zwłaszcza, że postanowiłem zaszaleć i stwierdzić, że ofiara, młoda dziewczyna, została zarażona jakimś paskudztwem, odgrywając niemal idealnie scenę z trzeciego sezonu serialu. Gracze będący policjantami mieli naprawdę co robić, szukano sprawcy i prowadzono normalne śledztwo, a ofiara była po prostu załamana i przerażona oraz wymagała stałej opieki. To było naprawdę ciekawe, po raz pierwszy od czasu Mazeville i moich sesji ze znajomymi miałem wrażenie, że coś się naprawdę dzieje i że mam na coś realny wpływ. To właśnie tutaj zetknąłem się z funkcją Mistrza Gry. Do tej pory nie wyobrażałem sobie tego, jak można przenieść jego rolę na forum, ale po tym co się działo na Harwell zmieniłem zdanie. Kilka losowych osób dostało wiadomość, że są zaproszeni do willi za miastem, należącej do jakiegoś ekscentrycznego, bogatego typa. Hm... mówiąc krótko, gracze mieli do mnie żal, że coś takiego zrobiłem. Przesadziłem z krwistymi opisami czy coś takiego. Nie wiem, dla mnie było to całkiem normalne, nic nad wyraz odrażającego czy niepokojącego, po prostu typowa rezydencja psychopaty, który trzymał trupy w szafie. Dosłownie. Mimo to byłem zadowolony, bo zrobiłem coś, co wywołało w graczach emocje. Negatywne co prawda, ale zawsze lepsze to, niż totalna obojętność.

Niestety, wkrótce po tych wydarzeniach musiałem opuścić forum. No, może to złe słowo, ale nie pojawiałem się na nim tak często, jak dawniej. Inni ludzie też mieli swoje życie osobiste, które coraz bardziej dawało w kość i wkrótce forum obumarło. Śmierć naturalna. Bardzo miło wspominam Harwell, jedno z lepszych for typu second life, ba, może i najlepsze, zanim ten "gatunek" zeszmacił się totalnie.

 

     Chwilowe przygody i własne inwencje

Krótko, bo raptem parę dni, siedziałem na Anime School. Nazwy nie pamiętam dokładnie, ale jeden szczegół wrył mi się w pamięć. Szkoła dla postaci z anime. Wszystkich postaci. Nie wytrzymałem długo, nie mój typ PBFów, zwłaszcza, że śmierdziało japońszczyzną (kawaii, uguu, wszechobecne tyldy, nyu, nya i inne przerażające odzywki).

Równie krótka przygoda trwała na PBFie fantasy, bardzo oryginalnym i dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach. Fantasmagoria, na pewno znany i lubiany, stworzony przez grupkę znajomych, mroczny PBF o świecie low fantasy, gdzie o śmierć było łatwo. Było brudno, śmierdziało i było mroczno. Mroczno, zanim to słowo straciły swój sens. Byłem tam cyrulikiem, młodym, zamkniętym w sobie facetem, który kontynuował rodzinną tradycję. Posty pojawiały się rzadko, ale były treściwe i klimatyczne, także tym bardziej żałuję, że administracja zrezygnowała z forum. Kolejne forum tej ekipy, Kiel-Elghinn, spotkał taki sam los. Ciekawe czy najnowszy projekt przetrwa dłużej, czy znowu upadnie...

Co dalej... BBPO. Dziwny skrót, ale jego rozwinięcie już dużo mówi. Biuro Badań Paranormalnych i Obrony, czyli to, co było w filmach i komiksach o Hellboyu. W skrócie - jest sobie agencja pozarządowa, która zajmuje się różnego rodzajami opętaniami, duchami i zjawiskami paranormalnymi. Takie Archiwum X, można powiedzieć. Niestety, forum zdechło, bo przerosło wszystkich. Do dyspozycji graczy stworzono cały świat - wszystkie kontynenty, a na każdym było po pięć/sześć krajów, z kilkoma miastami i okolicami. Zbyt wielki teren, zbyt mało graczy, kolos się przewrócił i nie wstał. Teraz niektóre wątki kontynuuję na Hellgates, co całkiem dobrze idzie. Horror fantasy brzmi bardzo ciekawie, więc zrobiłem coś takiego. Miasteczko Salem autorstwa Kinga zna chyba każdy - forum pośrednio dotykało tej tematyki. Wampiry i ludzie - założenia były szczytne. Stworzyć forum pełne krwiopijców, potworów, które walczą z bestią wewnątrz siebie i muszą się ukrywać za dnia. Co się okazało? Gromada dzieciaków zwabionych słowem "wampir". Zmierzch wampiryzmu zbiera krwawe żniwo wszędzie, gdzie się tylko da.

Następnym przystankiem było Onirisme. Forum tak bardzo silące się na oryginalność pod każdym względem, że aż upadło. Multum dziwacznie brzmiących ras, które okazały się albo mutantami w postaci półduchów czy ćwierćzwierząt, albo zwyczajnymi elfami i wampirami, albo demonami i aniołami (słodkimi oczywiście, bo kto to widział złego i mrocznego demona czy wampira). Może i wyglądało na papierze fajnie, ale kiepsko się sprawdzało w grze. No i najważniejsza wada - chociaż były prowadzone misje i różnego rodzaju wydarzenia, to ludzie to olewali i dalej kontynuowali romanse oraz inne cuda rodem z kiepskiego serialu.

Hellgates pominę, bo o forum można poczytać na Vision Lighthouse albo samemu odwiedzić. Prawie dwa lata w sieci, kilka niedużych zlotów graczy (czy to na konwentach, czy ot tak, w jakimś mieście), mnóstwo postów, użytkowników i akcji.

 

Wiem jednak, że nic nie trwa wiecznie, mam więc w planach trzy PBFy. Pewnie nigdy nie powstaną, bo Hellgates ma się nadzwyczaj dobrze, ale co szkodzi o nich opowiedzieć i mieć coś przygotowanego na czarną godzinę? Może nawet ktoś podłapie temat i zrobi coś wyjątkowego. Pierwszy jest zainspirowany serią Alien, a toczyć się miał na księżycu, w statku i na planecie - w skrócie Weyland Yutani rozpoczęło kolonizacje nowej planety i księżyca. Ciężkie science fiction, gdzie podróż w przestrzeń kosmiczną jest cholernie niebezpieczna, technika nie jest aż tak zaawansowana, ludzie nie korzystają z kosmosu jak z niemieckich autostrad i w ogóle jest ciężko i trudno. Drugi PBF to Zew Cthulhu, ale utknął w martwym punkcie. Koło grudnia/stycznia pewnie znowu coś ruszę, zmieniając realia na lata 20. zamiast 90., jak jest obecnie. O co chodzi? Takie Archiwum X, gracze prowadzą śledztwa, badają stare księgi, rozwiązują zagadki i tak dalej. Trzeci to Pieśń Lodu i Ognia - wiem jednak, że umieszczenie akcji w świetle wydarzeń z książki to śmiertelny błąd, postanowiłem więc cofnąć się o lata. Tym sposobem można uniknąć gromady dzieciaków zwabionych serialem, którzy widzą w nim tylko "cycki i krew". Miejsce akcji to Długa Noc, wielka zima, mrok, ciemno i zimno, nie ma Targaryenów, Mur nie istnieje, sama Północ jest miejscem gry, pojawiają się Inni oraz Azor Ahai...

 

Mortarion

2008. Dokładnej daty nie pamiętam, ale wiem, że to był 2008 rok. Z powodu przedłużającej się absencji moich znajomych, którzy wyjechali w różne dziwne miejsca, postanowiłem poszukać czegoś w Internecie, co pozwoli mi zaspokoić głód RPGowy. I nie mam na myśli grania w Baldur's Gate czy Neverwinter Nights. Nie. Te gry, choć dobre i wciągające, nie były dla mnie. Nie tego szukałem. Chciałem znaleźć coś, co pozwoli mi poczuć się tak samo jak na godzinach sesji w świecie fantasy niczym w Warhammerze, czy w zniszczonym świecie jak w Neuroshimie.

Pierwszym miejscem, które odwiedziłem, był serwis Gadu-Gadu. Moja Generacja, czy jakoś tak, w każdym razie tam znalazłem miejsce będące odpowiednikiem karczmy z jakiegoś fantasy RPG. Wszystko fajnie i w ogóle, ludzi dość dużo, więc czym prędzej postanowiłem się wkręcić. Stworzyłem, jeśli mnie pamięć nie myli, barda z lutnią, wzorowanego na gitarzyście czy basiście z jakiegoś zespołu metalowego. I już wtedy widać było, że coś jest nie tak - większość "graczy" tworzyła super bohaterów, legendarnych wojowników i inne niszczycielskie potęgi, na tle których zwyczajny bard był... no dziwakiem. I nie tylko ja miałem takie wrażenie. Kilka osób odróżniało się bardzo mocno od reszty, więc czym prędzej opuścili karczmę, a wkrótce i ja to zrobiłem.

Nie minęło zbyt wiele czasu, a znajoma, którą poznałem w tejże karczmie, rzuciła link do pewnego PBFa.

 

Mazeville.

Mój pierwszy "prawdziwy" PBF, który wspominam bardzo miło. Może to dlatego mam taki uraz do for, gdzie nie ma żadnej sensownej fabuły, a wszystko sprowadza się do zwykłego pieprzenia po kątach, ćpania i picia na umór. Cóż, bywa. Na Mazeville grałem jako mechanik alkoholik, który stoczył się w nałóg po tym, jak spowodował śmierć swojej ciężarnej żony. Wypadek samochodowy czy coś takiego, pamięć już nie ta i nie pamiętam zbyt dobrze. Postać jednak była bardzo charakterystyczna, bo facet miał chyba 40 czy 50 lat, pił co chwila z piersiówki i nie bał się uderzyć w twarz kobiety.

A samo forum? Szkocja, hotel pośród wzgórz. Goście idą na wycieczkę do jaskiń, gubią się i muszą przeżyć. Niby nic takiego, ale dla dobrze prowadzonych postaci to wystarczyło, by mieć niezapomniane godziny dobrej zabawy. Nie było tam zbyt wielu użytkowników, a i tak akcja szła do przodu cały czas. Liczyła się fabuła i to, co się dzieje z postaciami, a nie zwykłe relacje "ten kocha tą, a ta kocha tamtego, a tamten nienawidzi tego" czy pisanie o pogodzie. Była tematyka, ciągle się coś działo, nudy nie było żadnej. Wielka szkoda, że administracja zrezygnowała i opuściła forum, zostawiając graczy żądnych przygód na pastwę losu. Nic więc dziwnego, że forum padło bardzo szybko - kiedy nie było ludzi prowadzących rozgrywkę, nie było komu grać. Forum, zostawione bez opieki, szybko się wyludniło i umarło śmiercią naturalną. I na tym etapie moja przygoda z PBFami mogłaby się zakończyć, bo ekipa RPGowa ponownie się zebrała. Grupka ludzi, z którymi grałem średnio co drugi dzień, dawała mi mnóstwo zabawy i satysfakcji. Nic jednak nie trwa wiecznie i w końcu musieliśmy się rozstać, więc znów zostałem na głodzie.

Ponownie skierowałem swe kroki do Internetu, szukając jakiejś alternatywy. I chyba ją znalazłem - tak przynajmniej myślałem. Otóż trafiłem na RPGSeriale. Moloch, który już lata temu miał setki użytkowników i tysiące wypowiedzi, żyje do teraz i ma na koncie już ćwierć miliona postów. Tak, to prawdziwy weteran sceny PBFowej, jedyne znane mi forum, które żyje do tego czasu. Prawdę mówiąc, to wiele PBFów mogłoby się uczyć od RPGSeriale, bo jednak wiek i doświadczenie to coś, co z pewnością się liczy.

 

Ale!

Niestety, chociaż grała na tym PBFie moja znajoma, to był to najzwyklejszy w świecie second life, gdzie wcielało się w postacie znane z seriali. Jako że w tamtym czasie byłem pod wpływem serialu House MD, oczywiście stworzyłem sobie postać takiego doktora. Jeśli jacyś starsi użytkownicy dalej grają, to pewnie kojarzą gburowatego, chamskiego i ćpającego lekarza, który alienował się od każdego i wyzywał wszystkich w szpitalu. Oraz, co gorsza, miałem wrażenie, że większość wątków kręci się wokół administracji. Nie przeszkadzało mi to jednak za bardzo, bo konsekwentnie odgrywałem postać Gregory'ego House'a, który miał wszystko głęboko w poważaniu.

Niedawno powróciłem na łono RPGSeriale. Chciałem sprawdzić, czy coś się zmieniło oraz czy w ogóle forum dalej istnieje. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ujrzałem ilość postów - ponad dwieście pięćdziesiąt tysięcy. Czym prędzej więc chciałem poczytać co się ciekawego dzieje i... nie mogłem tego zrobić. Forum było zamknięte dla gości. Ponoć mieli jakieś problemy z idiotami, którzy rejestrowali się tylko po to, by robić kłótnie, burdy i wyzywać wszystkich. Ok, rozumiem, popieram, chociaż zwykły ban na IP powinien wystarczyć. Ale to, co zrobiła administracja jest najzwyklejszą głupotą i totalnym brakiem rozsądku. Ktoś założył konto - usuwamy. Ktoś założył znowu, by wyjaśnić sytuację - usuwamy znowu. Ktoś zakłada po raz trzeci, tym razem nie usuwają (jeszcze), więc oczywiste jest zdenerwowanie. Pada pytanie "A chcesz tu grać?" i po chwili... konto zostaje usunięte. Litości! Czy tak się zachowują dojrzali ludzie? Czy ktoś normalny usuwa konto od razu po rejestracji, bez żadnego sensownego powodu, bez sprawdzenia nawet czy to jest ta sama osoba? Wielki minus. Bardzo wielki, bo chociaż miałem sentyment do RPGSeriale i całkiem miłe wspomnienia, to wszystko szlag trafił przez takie idiotyczne zachowanie. "Bo tu burdel robicie" to nie jest wyjaśnienie, o nie. Jeśli ktoś ma usunięte konto kilka razy pod rząd, a w tym czasie wysyła PW do administracji z wyjaśnieniem sytuacji, to nie da się zachować spokoju. Nawet święty by nie wytrzymał, a wszelkie próby wyjaśnienia tego tylko pogarszały sprawę. A wszystko dlatego, że kilka osób z Vision Lighthouse oraz playby.pl zarejestrowało się mniej więcej w tym samym czasie i zaczęło zadawać pytania o to, czy można grać dość kontrowersyjnymi, acz niezwykle ciekawymi i inspirującymi rozgrywkę postaciami. Co zrobiła administracja tego PBFa? Oczywiście wywaliła te konta w cholerę, bez podania przyczyny. Przyznaję - wina leżała też po stronie mojej i innych ludzi. Pojawiłem się na forum, zacząłem czytać tematy, ale nie mogłem się w nich odnaleźć ani doszukać odpowiednich informacji. Mając nadzieję na rozwój forum, bo ćwierć miliona postów to jednak z czegoś się musiało wziąć, zacząłem pytać o to, co się na forum dzieje. Ku mojemu rozczarowaniu okazało się, że najważniejsze wydarzenia to jakiś pożar, dwa włamania, kradzież i interwencja policji oraz wzmianka o tym, że są policjanci i lekarze. Ok... nawet z błahej rzeczy można wyciągnąć dużo, więc zacząłem czytać posty. Moje wrażenie? Wejdźcie na pierwszy lepszy czat czy poczytajcie rozmowę z przyjacielem na GG, to znajdziecie dłuższe i ciekawsze treści. Post na dwa-trzy zdania to kpina w żywe oczy, zwłaszcza dla forum, które jest chyba najstarszym istniejącym, dla forum-weterana takiego kalibru jak RPGSeriale. Jeśli kiedyś mogłem polecić tego PBFa jako doskonałe miejsce do rozpoczęcia zabawy w tym świecie, tak teraz odradzam. Unikajcie go jak tylko się da, bo nie dość, że absolutnie wszystko jest zablokowane dla gości, to jeszcze można się spotkać z pytaniami "będziesz tu grać?" i możliwością usunięcia konta bez szczególnego powodu.

Smutne.

 

Harwell

Kiedy natomiast opuściłem dawne RPGSeriale, natrafiłem na inny second life, chociaż może to niezbyt dobre określenie, bo tutaj była aktywna fabuła i coś się działo. Chodzi mi o Harwell, małe miasteczko gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Spędziłem tam chyba rok, grając i ciesząc się jak małe dziecko. I chociaż na pierwszy rzut oka Harwell nie różniło się niczym od RPGSeriale, wszystko było... inne. Lepsze. Ciekawsze. Coś się działo, gracze nie dyskutowali tylko o pogodzie i o tym z kim by się związać. Oczywiście grałem jako dr House, ten sam chamski ćpun, bo ciągle jarałem się serialem.

Co mi utkwiło w pamięci? Gwałt na jednej użytkowniczce. Pierwsza tego typu rzecz na PBFach z którą się zetknąłem. Zwłaszcza, że postanowiłem zaszaleć i stwierdzić, że ofiara, młoda dziewczyna, została zarażona jakimś paskudztwem, odgrywając niemal idealnie scenę z trzeciego sezonu serialu. Gracze będący policjantami mieli naprawdę co robić, szukano sprawcy i prowadzono normalne śledztwo, a ofiara była po prostu załamana i przerażona oraz wymagała stałej opieki. To było naprawdę ciekawe, po raz pierwszy od czasu Mazeville i moich sesji ze znajomymi miałem wrażenie, że coś się naprawdę dzieje i że mam na coś realny wpływ. To właśnie tutaj zetknąłem się z funkcją Mistrza Gry. Do tej pory nie wyobrażałem sobie tego, jak można przenieść jego rolę na forum, ale po tym co się działo na Harwell zmieniłem zdanie. Kilka losowych osób dostało wiadomość, że są zaproszeni do willi za miastem, należącej do jakiegoś ekscentrycznego, bogatego typa. Hm... mówiąc krótko, gracze mieli do mnie żal, że coś takiego zrobiłem. Przesadziłem z krwistymi opisami czy coś takiego. Nie wiem, dla mnie było to całkiem normalne, nic nad wyraz odrażającego czy niepokojącego, po prostu typowa rezydencja psychopaty, który trzymał trupy w szafie. Dosłownie. Mimo to byłem zadowolony, bo zrobiłem coś, co wywołało w graczach emocje. Negatywne co prawda, ale zawsze lepsze to, niż totalna obojętność.

Niestety, wkrótce po tych wydarzeniach musiałem opuścić forum. No, może to złe słowo, ale nie pojawiałem się na nim tak często, jak dawniej. Inni ludzie też mieli swoje życie osobiste, które coraz bardziej dawało w kość i wkrótce forum obumarło. Śmierć naturalna. Bardzo miło wspominam Harwell, jedno z lepszych for typu second life, ba, może i najlepsze, zanim ten "gatunek" zeszmacił się totalnie.

 

Chwilowe przygody i własne inwencje

Krótko, bo raptem parę dni, siedziałem na Anime School. Nazwy nie pamiętam dokładnie, ale jeden szczegół wrył mi się w pamięć. Szkoła dla postaci z anime. Wszystkich postaci. Nie wytrzymałem długo, nie mój typ PBFów, zwłaszcza, że śmierdziało japońszczyzną (kawaii, uguu, wszechobecne tyldy, nyu, nya i inne przerażające odzywki).

Równie krótka przygoda trwała na PBFie fantasy, bardzo oryginalnym i dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach. Fantasmagoria, na pewno znany i lubiany, stworzony przez grupkę znajomych, mroczny PBF o świecie low fantasy, gdzie o śmierć było łatwo. Było brudno, śmierdziało i było mroczno. Mroczno, zanim to słowo straciły swój sens. Byłem tam cyrulikiem, młodym, zamkniętym w sobie facetem, który kontynuował rodzinną tradycję. Posty pojawiały się rzadko, ale były treściwe i klimatyczne, także tym bardziej żałuję, że administracja zrezygnowała z forum. Kolejne forum tej ekipy, Kiel-Elghinn, spotkał taki sam los. Ciekawe czy najnowszy projekt przetrwa dłużej, czy znowu upadnie...

Co dalej... BBPO. Dziwny skrót, ale jego rozwinięcie już dużo mówi. Biuro Badań Paranormalnych i Obrony, czyli to, co było w filmach i komiksach o Hellboyu. W skrócie - jest sobie agencja pozarządowa, która zajmuje się różnego rodzajami opętaniami, duchami i zjawiskami paranormalnymi. Takie Archiwum X, można powiedzieć. Niestety, forum zdechło, bo przerosło wszystkich. Do dyspozycji graczy stworzono cały świat - wszystkie kontynenty, a na każdym było po pięć/sześć krajów, z kilkoma miastami i okolicami. Zbyt wielki teren, zbyt mało graczy, kolos się przewrócił i nie wstał. Teraz niektóre wątki kontynuuję na Hellgates, co całkiem dobrze idzie. Horror fantasy brzmi bardzo ciekawie, więc zrobiłem coś takiego. Miasteczko Salem autorstwa Kinga zna chyba każdy - forum pośrednio dotykało tej tematyki. Wampiry i ludzie - założenia były szczytne. Stworzyć forum pełne krwiopijców, potworów, które walczą z bestią wewnątrz siebie i muszą się ukrywać za dnia. Co się okazało? Gromada dzieciaków zwabionych słowem "wampir". Zmierzch wampiryzmu zbiera krwawe żniwo wszędzie, gdzie się tylko da.

Następnym przystankiem było Onirisme. Forum tak bardzo silące się na oryginalność pod każdym względem, że aż upadło. Multum dziwacznie brzmiących ras, które okazały się albo mutantami w postaci półduchów czy ćwierćzwierząt, albo zwyczajnymi elfami i wampirami, albo demonami i aniołami (słodkimi oczywiście, bo kto to widział złego i mrocznego demona czy wampira). Może i wyglądało na papierze fajnie, ale kiepsko się sprawdzało w grze. No i najważniejsza wada - chociaż były prowadzone misje i różnego rodzaju wydarzenia, to ludzie to olewali i dalej kontynuowali romanse oraz inne cuda rodem z kiepskiego serialu.

Hellgates pominę, bo o forum można poczytać na Vision Lighthouse albo samemu odwiedzić. Prawie dwa lata w sieci, kilka niedużych zlotów graczy (czy to na konwentach, czy ot tak, w jakimś mieście), mnóstwo postów, użytkowników i akcji.

 

Wiem jednak, że nic nie trwa wiecznie, mam więc w planach trzy PBFy. Pewnie nigdy nie powstaną, bo Hellgates ma się nadzwyczaj dobrze, ale co szkodzi o nich opowiedzieć i mieć coś przygotowanego na czarną godzinę? Może nawet ktoś podłapie temat i zrobi coś wyjątkowego. Pierwszy jest zainspirowany serią Alien, a toczyć się miał na księżycu, w statku i na planecie - w skrócie Weyland Yutani rozpoczęło kolonizacje nowej planety i księżyca. Ciężkie science fiction, gdzie podróż w przestrzeń kosmiczną jest cholernie niebezpieczna, technika nie jest aż tak zaawansowana, ludzie nie korzystają z kosmosu jak z niemieckich autostrad i w ogóle jest ciężko i trudno.

Drugi PBF to Zew Cthulhu, ale utknął w martwym punkcie. Koło grudnia/stycznia pewnie znowu coś ruszę, zmieniając realia na lata 20. zamiast 90., jak jest obecnie. O co chodzi? Takie Archiwum X, gracze prowadzą śledztwa, badają stare księgi, rozwiązują zagadki i tak dalej.

Trzeci to Pieśń Lodu i Ognia - wiem jednak, że umieszczenie akcji w świetle wydarzeń z książki to śmiertelny błąd, postanowiłem więc cofnąć się o lata. Tym sposobem można uniknąć gromady dzieciaków zwabionych serialem, którzy widzą w nim tylko "cycki i krew". Miejsce akcji to Długa Noc, wielka zima, mrok, ciemno i zimno, nie ma Targaryenów, Mur nie istnieje, sama Północ jest miejscem gry, pojawiają się Inni oraz Azor Ahai...

 

Mortarion

Biorą udział w konwersacji

Komentarze (5)

  • Może być. Odczucia po przeczytaniu tekstu. Choć nie pochwalam akcji na RPGSeriale, ani opisania jej mechanizmu działania czy też "chwalenia się" tym sam tekst wydaje mi się wciągający. Pytanko - czy jakbyś miał możiwośc powtoru na którys z opisanych pbfów to kóry by to był i dlaczego?

  • Zdecydowanie Mazeville. Sentyment jest, poza tym naprawdę świetnie się tam grało - chociaż nie było dużo ludzi, to z wszystkimi można było spokojnie pograć, nie było żadnych uprzywilejowanych osób, ciągle coś się działo, każdy się starał. Nie mam pojęcia, czemu nagle administracja dała sobie spokój, bo potencjał był olbrzymi... zwłaszcza, że im dłużej się grało, tym więcej informacji człowiek dostawał i coraz bardziej się angażował.

  • Może po prostu brak motywacji? Chociaż kto wie. Teraz ogólnie cięzko spotkać wytrwałą administrację. Chyba jedynie w jednostkowych przypadkach.

  • Fakt, teraz ciężko o wytrwałą administrację, ale kiedyś nie było wcale lepiej - Mazeville jest najlepszym przykładem.

  • To widocznie zależy od charakteru danej persony. Jedni są urodzonymi przywódcami, inni zaś aktorami albo klaunami. Nie wszyscy widać mają talenty do zarządzania. W dzisiejszych czasach to nie problem powiedzieć "zrobię forum" i przemienić slowa w czyn. Czy taka pierwsza lepsza osoba może być dobrym adminem? Patrząc po wielu pbfach, które upadły - najwidoczniej nie. Niestety, podonie jest w życiu. Człowiekowi wydaje się, że jeśli umie coś zrobić wedlug niego dobrze - to od razu się uda. Błąd! Czasem trzeba wiele czasu, obserwacji, doświadczenia czy też porażek (tak, tak porażek!) aby powstało dzieło wielkie, piękne, wzniosłe i przetrwało wieki. I tak samo jest z pbfami. Dopiero za 10 razem uda stworzyć się pbfa idealnego, na którym dana persona będzie adminem z prawdziwego zdarzenia.

Dodaj komentarz