Kraina Snów

Postprzez czasem » 1 wrz 2017, o 18:24

Obrazek
LINK DO FORUM

PROLOG

Czwarta nad ranem,
Może sen przyjdzie,
Może mnie odwiedzisz.


    Obudził mnie silny podmuch wiatru. Otworzyłam szybko oczy, stając na cztery łapy. Nie byłam już w swoim przytulnym legowisku. Znalazłam się... Na środku wielkiego, ciemnego lasu. Wzięłam głębszy wdech, rozglądając się po okolicy. Nie słychać było zupełnie nic oprócz strasznego, powodującego ciarki, szumu czarnych gałęzi. Gdzie do cholery się znalazłam? I jakim cudem stałam na ziemi, skoro jeszcze przed chwilą zasnęłam na legowisku z siana?
    Zastrzygłam jednym uchem. Obróciłam się dookoła, oglądając wysokie, pnące się w górę czarne słupy drzew.
    Na ich gałęziach nie było liści. Zostały same kruche, czarne niczym smoła badyle, wykrzywiające się w przeróżne dziwaczne kształty. Ich kory wydawały się płakać i błagać o przebaczenie. Czyżby przez las przeszedł jakiś przerażający pożar?
    Zaczęłam iść prosto przed siebie, delikatnymi łapami dotykając wypłowiałej ziemi, która zapadała się pod moim ciężarem.
    Las, choć uśpiony, wydawał się żyć swoim własnym życiem. Szumiał złowrogo, jakby chciał mnie odgonić. Gdybym tylko wiedziała, jak się tutaj znalazłam. Gdybym tylko znała drogę powrotną...
    Nagle z nieba zaczęły spadać maleńkie, ledwo zauważalne, białe płatki. Wyciągnęłam przed siebie dłoń, próbując uchwycić choć jeden z nich. Cały las wypełnił się tajemniczym pyłem, tańczącym pośród spalonych gałęzi i okalających je białą, puszystą kołdrą.
    Wiatr poruszał dziwnymi, jasnymi kruszynkami, okalając nie tylko roślinność i spadając na ziemię, ale i również przyczepiając do futra.
    Przyspieszyłam nieco kroku, rozglądając się z coraz większym zadziwieniem. Otworzyłam pysk, pochłaniając teren swoimi oczami.
    Zza najbliższego drzewa wyłoniła się zgrabna, biała sylwetka. Miała długą, równie białą niczym pył, sierść. Perłowa niemalże zlewała się z otoczeniem. Widoczne były tylko oczy- wielkie i zielone, jak najbardziej soczysta trawa. Przechyliła ciekawie łepetynę, spoglądając na mnie. Nie potrafiłam oderwać od niej wzroku. Była tak nieziemsko piękna i idealna, że zaparła mi dech w piersi. Nawet nie miałam siły krzyknąć, czy odwrócić głowy w inną stronę. Hipnotyzujące ruchy kazały podążać w głąb lasu. Tajemniczość zaczęła intrygować i pociągać...
    Ostatni raz odwróciła się w moją stronę, posłała mi uśmiech i... Rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając w powietrzu błyszczący brokat, którego refleksy odbijało światło księżyca.
    Zamknęłam na chwilę oczy, by poukładać wszystkie myśli, kłębiące się w umyśle. Zaraz potem, jak otworzyłam powieki... Nieznajoma pojawiła się ponownie. Tym razem tuż przed moim pyskiem. Na jej widok automatycznie spięłam wszystkie mięśnie i poczułam, jak serce na chwilę przestaje bić. Nieznajoma siła pociągnęła mnie w jej stronę. Wzdrygnęłam się, bo poczułam przeszywający chłód, bijący od jej ciała.
    Nie patrząc na to, że potykam się o własne kończyny, biegła przed siebie, jakby od tego zależało coś niezwykle ważnego.
    Spojrzałam w prawo- zza czarnych drzew wyłaniały się kolejne, identyczne zjawy, spoglądające na mnie tymi samymi, zielonymi oczętami.
    Gdy znajdowały się już na tyle blisko naszej dwójki, zauważyłam wyjątkową obojętność w ich tęczówkach. Nie skupiały uwagi na mnie. Zerkały na coś, co znajdowało się za moimi plecami. Odwróciłam się, brodząc w śniegu łapami.
    -Vendetta?- Wydukałam, kładąc po sobie uszy.
    Patrzyła na mnie tymi samymi, szarymi oczami, uśmiechając się delikatnie. Kolor jej sierści nadal był ognisto rudy, a długa kita ogona poruszała się delikatnie, odganiając puch. Na jej głowie zatrzymywały się kolejne, białe płatki śniegu, które nie chciały się rozpuścić.
    -Przepraszam.- Usłyszałam charakterystyczny głos, który już powoli zaczynałam zapominać.
    Z całych sił chciałam, żeby ten dźwięk na zawsze pozostał w mojej pamięci, ale z każdym kolejnym dniem stawał się coraz bardziej odległy- osadzał się na tyle czaszki i odbijał głuchym echem.
    -Przepraszam za to, że odeszłam tak bez słowa.- Dodała po dłuższej chwili, zbliżając się do mnie.
    -To przecież nie była twoja wina...- Niemalże jej przerwałam, zaciskając zębiska z całych sił.- Nie chciałaś umrzeć, prawda? Nie chciałaś.- Powtórzyłam ostatnie dwa słowa, jakbym chciała samą siebie upewnić, że tak naprawdę było.
    Vendetta pokręciła głową i wyraźnie zmarkotniała, spuszczając głowę.
    -Oczywiście, że nie chciałam. Ale to było silniejsze ode mnie. Próbowałam walczyć, jednak nie byłam na tyle silna, by tę walkę wygrać. Dlatego przepraszam. Nie spisałam się jako prawdziwa przyjaciółka.- Wyjaśniła mi dokładnie.
    -Nie wiem co mam powiedzieć. Czekałam na tę chwilę wieczność. Rozmyślałam, co mogłabym ci przekazać, jak miałabym cię przytulić...- Zaczęłam dość głośno, ale płacz załamał mój głos na tyle, że wyjąkałam wszystkie słowa pod nosem.
    Nic nie odpowiedziała. Po prostu patrzyła się na mnie w ciszy, pozwalając chwili trwać w nieskończoność. -To nie jest sen? A nawet jeśli, błagam, niech się nigdy nie kończy...- Powiedziałam to sama do siebie, oceniając jej wiszącą sylwetkę swoim zachłannym wzrokiem.
    Zacisnęłam wargi, pociągając nosem. Już nic nie mówiła.
    I wtedy się... Obudziłam. Uniosłam drżące ciało do siadu, oddychając ciężko. Rozejrzałam się po ciemnej norze legowiska, do której wpadało to samo, srebrzyste światło księżyca. Nadal znajdowałam się na sianie, a wokół mnie panowała przerażająca cisza. Oddychałam głęboko, wlepiając spojrzenie w taflę księżyca. Brakowało mi powietrza, więc ruszyłam w stronę wyjścia.
    Szelest pod łapami sprawił, że spojrzałam w dół.
    Wszędzie leżał biały pył, spadający nie tylko z mojego legowiska, ale przykrywający również grunt w norze. To był śnieg. Ten sam śnieg.
czasem
 
Posty: 15
Dołączył(a): 24 cze 2015, o 18:20

Powrót do Zarchiwizowane reklamy PBFów

cron