„Bramy niebios”
Baza Wyzwoleńców,
Rok 12 z.n.e. ( za naszą erą)
-Anioły to skurwiele…
-Dlaczego tak uważasz? Postawiłeś się kiedyś na ich miejscu?
-A czy one się postawiły w naszym? Pokazały się pierwszy raz od kilku tysięcy lat, jakby nagle sobie o nas przypomniały, a do tego rozpieprzają nasz świat, żeby „naprawić błędy”… Pierdolone gołębie…
-Uspokój się Albert, masz teraz pokaźną grupę ludzi pod sobą i w pierwszej kolejności musisz myśleć o nich, a pierzakami zajmiesz się kiedy indziej. - Sven spokojnie popijają herbatę z metalowego kubka rozsiadł się w końcu w poniszczonym fotelu. Wyglądał, jakby cała ta zaistniała sytuacja nie robiła na nim wrażenia, a apokalipsa była ostatnią rzeczą, która należałoby się martwić. Doradca przywódcy rebeliantów jak zwykle zachowywał zimną krew i próbował powstrzymać swojego przyjaciela od pochopnych działań. -W naszym stanie otwarta walka z aniołami to śmierć. Zbierzmy siły, w ogóle zastanówmy się w jaki sposób możemy walczyć. W naszym położeniu możemy się ratować tylko technologią, a póki co nie wiemy nawet ilu naukowców mamy w swoich szeregach. Z wszystkich frakcji to my przez dziesięć lat nie ruszyliśmy na przód. Ci ludzie w Ciebie wierzą i pójdą za Tobą w ogień, ale to nie znaczy, że musisz ich w ten ogień ciągnąć. Zacznijmy się rozwijać.
Albert zamknął oczy i zacisnął pięści tak mocno, że aż kłykcie mu zbielały. Zaciskając zęby przegryzł sobie wargę, a strużka krwi spłynęła mu po podbródku by zniknąć w gęstej czarnej brodzie.
-Dobrze Sven, niech i tak będzie. Przekaż wszystkim, że zbieramy naukowców i techników. Niech powiedzą co im będzie potrzebne, a nasi zwiadowcy postarają się to załatwić. W najgorszym razie niech odwiedzą Rynek.
-Jesteś…
-Tak, mają iść na rynek – Przerwał w pół słowa Albert, który z dziką furią w oczach spojrzał w końcu na swojego rozmówcę. - Tylko tam znajdziemy potrzebne nam rzeczy.
-Jednak wiesz, że walutą na rynku są ludzie? - Westchnął Sen zrezygnowany odkładając pusty kubek na zrobiony ze starej opony stolik. - Wziąć któreś ze szczurów? Te dzieciaki i tak nie przeżyją bez rodzin.
-Tak, weź szczury. Trzeba coś poświęcić, żeby uwolnić się od tych pieprzonych aniołów.
-Jak rozkażesz dowódco.
I tak o to Albert został sam w swoim gabinecie, spoglądając przez okno. Miał idealny widok na swoją dzielnicę i życie, które wiedli jego ludzie. Już niedługo to się skończy. Wszystko będzie tak jak dawniej.
Założenia:
-Apokalipsa biblijna – anioły schodzą z nieba, ziemia przesiąka magią.
-Anioły są przeciwko ludzkości – nie mogą skrzywdzić ludzi bezpośrednio, dlatego zsyłają na ziemie nadnaturalne istoty/potwory
-Demony udają przyjaciół ludzi, handlują ich duszami – prowadzą czarny rynek, na którym walutą są ludzie.
-Prosta mechanika z wykorzystaniem kości – Kości decydują o sukcesie z dodanym modyfikatorem w postaci statystyk.
-Brak waluty, system wymienny – postapo po części nastawione na zbieractwo
-Wykonywanie misji z MG – wykonanie misji pozwala na rozwój postaci oraz wyrobienie reputacji
-Jedyną grywalną nacją są ludzie – później dojdą ewentualne eksperymenty genetyczne na ludziach, czy ludzie urodzeni po apokalipsie, posiadający w sobie cząstkę magii.
Moje pytania:
Czy takie forum ma racje bytu?
Czy byłyby osoby chętne do wcielenia się w rolę MG?
Czy ktoś chciałby podjąć się aktywnej pomocy w budowaniu projektu?
Będę wdzięczny za komentarze lub ewentualny kontakt na gg.




