przez Bubeusz » 7 wrz 2014, o 10:46
Traktowanie religii jako: "no, bo w coś muszą wierzyć" i zostawianie tego na koniec jest dla mnie posunięciem dziwnym. Zazwyczaj religie towarzyszą ludzkości od wieków, przez co udaje im się nierozerwalnie wpleść w struktury życia społecznego. Zazwyczaj zakłada się, że to bogowie stworzyli świat, więc warto o nich wiedzieć już na samym początku.
Nie lubię sytuacji, kiedy religia jest, bo jest. I tyle w sumie. Na nic nie wpływa, z niczym się nie wiąże, stanowi takie dość licho podwieszone tło scenograficzne, no ale musi być, więc coś tam zrobimy. I w wątkach religia objawia się tylko tym, że czasem można spotkać kapłana.
Sugerowałbym Ci zacząć "rozkminiać" bogów od luźnych idei filozoficznych zaczepionych już na samym początku, które to idee wraz z kreowaniem świata nabierałyby coraz więcej sensu, niczym pęd fasoli puszczając wąsy i zahaczając się o rosnący gmach uniwersum, rozwijając się z nim równolegle.
W takim wypadku nie zakładamy z góry, że będzie taka a taka religia i nie mamy problemu z wyborem monoteizmu czy politeizmu czy czegoś tam, ale niejako symulujemy proces naturalny. Powiedzmy, że jeśli w stworzeniu świata wychodzimy od idei odwiecznej walki dobra ze złem, opisując ziemię jako miejsce, gdzie spotkały się te dwie przedwieczne energie, to już na tym etapie pojawiają się haki, o które zaczepić można wierzenia. Idziemy dalej, okazuje się, że w naszym świecie magia jest trzecią siłą, która tamte dwie równoważy. Ponieważ jednak ustaliliśmy wcześniej, że magia dzieli się na dwa aspekty - destrukcję i kreację - rysuje się nam już całkiem fajny zestaw teologiczny.
Byłoby pięciu bogów, jeden od światła, drugi od ciemności, trzeci od magii, i ten trzeci miałby dwóch synów, którzy przejęliby po nim rolę mediatorów, bo ten trzeci zginął kiedyś w walce pomiędzy tamtymi dwoma.
Została więc czwórka wyrazistych, jasno osadzonych w filozofii uniwersum bogów, którzy mają swój sens i pasują tu i tylko tu i nigdzie indziej. Ponieważ w wielu miejscach sięga się do tych "odwiecznych dualizmów i filozofii", zatem i bogowie pojawią się w wielu miejscach i nie sprowadzą się tylko do ciekawostki etnologicznej "w co wierzysz? Aha, a mój jest taki i taki".
I dopiero teraz, jak już mamy idee kluczowe osadzone, można zacząć się zastanawiać nad wyglądem, klimatem, inspiracją. Szczerze mówiąc korzystanie z tylko jednego wzorca mitycznego wcale nie musi być najlepszym wyjściem. Można np. uznać klasycznie, że ludzie jako ludzie wierzą tylko w tego boga światła (Heroes VI), albo że są rasą neutralną i parają się magią, podczas gdy ten konflikt dnia z nocą ich nie obchodzi. Wtedy bóstwa dnia i nocy mogłyby być dużo bardziej egzotyczne, np egipsko-mezopotamskie i czczone np przez orków, a bóg ludzki miałby np. bardziej steampunkowy, postępowy charakter. Te decyzje też są zależne od tego, jak wygląda świat i co my tam już mamy ustalone.
Podsumowując: niech ta kreacja wierzeń będzie aktywna, zamieszana we wszystko inne, niech to będzie extra sosik polany na wszystko, a nie deser w postaci osobnego, zupełnie nie pasującego do obiadu, kisielu. Rozwodnionego, i na szybko.
PS. Mnie osobiście kręci ostatnio wizja sacrum pozbawiona jakichś konkretnych bóstw. Tzn są, ale nieusystematyzowane. Jak u Słowian, gdzie świętą była natura, a to, jakie personifikacje ją reprezentowały, było sprawą drugorzędną i często zmienną w czasie i przestrzeni.
Fajne są też panteizmy wschodnie, gdzie mamy bezosobową energię spajającą świat, a osobami humanoidalnymi mogą być co najwyżej wyłaniające się z niej czasowo różne demony (nie tylko w tym negatywnym sensie).
W każdym razie wzorce typowe - monoteizm i jakieś greckie poli, są nudne do obrzygania.
-Czemu akurat teraz?
-Teraz, ponieważ wcześniej było za wcześnie, a później będzie za późno.